Nowości, Wielki Format

Drukarnie wielkoformatowe – raport

Drukarnie wielkoformatowe raczej nie wpadają w panikę. Jest mniej zamówień, ale nie do końca z powodu wszechobecnego kryzysu. Realizują coraz bardziej wyszukane zlecenia, poszerzają ofertę i liczą jedynie, że doczekają uzdrowienia sytuacji cenowej.

Wyścig na czas i maszyny

Drukarnie 24h to zjawisko, które nie dziwi na rynku. Jednym z podstawowych wymogów klientów jest możliwość jak najszybszej realizacji zlecenia. – Jedną z najważniejszych potrzeb jest terminowe wykonanie zleconych prac. Coraz częściej zdarza się, że klienci dzwonią rano z pytaniem o druk plakatów na wieczór tego samego dnia – mówi Anna Taciak z drukarni Impression. A ponieważ szybko nie może oznaczać gorzej, drukarnia musi stawiać na najwyższe technologie. – Mamy do zaoferowania klientom poziom usług, gwarantujący bardzo szybką realizację wielkoformatowych zleceń, których jakość zadowoli nawet najbardziej wymagających – mówi i za przykład podaje maszynę Rapida 205. – Przy maksymalnym formacie zadruku 1490×2050 mm zapewnia prędkość druku aż 9000 arkuszy na godzinę. Oznacza to, że dowolny, osiągalny na rynku polskim nakład plakatów 6×3 m można płynnie wydrukować już w ciągu trzech godzin! Największy na świecie format zadruku oznacza także mniej konieczności pasowania brytów przy druku plakatów wieloczęściowych, co sprzyja uzyskiwaniu doskonałej jakości takich prac – podaje. Biorąc pod uwagę wysokie wymagania klientów, należy się spodziewać, że drukarnie będą szukały coraz to nowszych i bardziej wydajnych urządzeń.
Przewagą drukarni jest także wszechstronność: po pierwsze możliwość wykonania niestandardowych, unikatowych prac, które będą się wyróżniać w gąszczu reklam, po drugie kompleksowość oferowanych usług. – Na każdym etapie produkcji nasz wykwalifikowany zespół oferuje swoją pomoc i doradztwo, począwszy od doboru odpowiednich materiałów i technologii, poprzez usługę profilowania, rozwiązania konstrukcyjne i wizualizacje 3D w przypadku produktów POS, aż po wykańczanie oraz wsparcie logistyczne – wylicza zakres możliwości Taciak. Im więcej klient będzie mógł otrzymać u jednego wykonawcy, w dodatku w zadawalającej jakości, tym większe szanse na lojalność klienta. Jak zapewnia Agnieszka Posmyk, specjalista ds. sprzedaży w regionie południe drukarni Fulloutdoorprintservice, już nie cena jest jedynym argumentem przemawiającym za wyborem drukarni, ale możliwość wykonania czasem bardzo indywidualnych zamówień pod względem podłoża, druku i kształtu oczekiwanego produktu.

Szeroka oferta

Wymóg kompleksowości usług świadczonych przez drukarnie wynika przede wszystkim z coraz bardziej skomplikowanych zamówień klientów. Najczęściej zamawiane są te produkty, których najwięcej mamy na rynku. – Citylighty, standardowe billboardy 12m2 a także coraz popularniejsze nośniki formatu 6x3m, gwarantujące bardzo wysoką jakość ekspozycji reklamowej – wylicza Anna Taciak. Dużą popularnością cieszą się takie produkty, jak banery, siatki mesh, billboardy, naklejki podłogowe, wydruki wielkoformatowe do oklejania flot samochodów firmowych. – Ale również sublimacja i druk UV bezpośrednio na podłożach sztywnych: tablice reklamowe, systemy identyfikacji budynków, rollupy, ekspozycje wystawiennicze, naklejki witrynowe, standy kartonowe, stojaki reklamowe itp. – mówi Agnieszka Posmyk. POS to zdecydowanie ważna część realizacji wielkoformatowych drukarń. – Najczęściej są to standy, displaye, ekspozytory, zabudowy i ekspozycje paletowe wykonane z kaszerowanej tektury. Nie boimy się tu dużych formatów. POS-y produkowane są w wielkoformatowych technologiach, na maszynach przystosowanych nie tylko do druku, ale i obróbki arkuszy 2xB0 i większych – dodaje Taciak. Drukarnie starają się nie poprzestawać na oferowaniu najbardziej popularnych na rynku realizacji. Chcą się skupiać także na umożliwieniu wykonania unikatowych rzeczy, w dobrej jakości i o wysokiej estetyce.
Wynika to także z coraz większego stopnia wyedukowania klientów, którzy obserwują rynek, coraz częściej wiedzą, co jest możliwe do wykonania. – Poziom wyedukowania klientów jest na wyższym poziomie niż rok wcześniej. Coraz częściej dokładnie wiedzą, czego chcą i jakie są ich oczekiwania wobec jakości. Z biegiem czasu ta wiedza będzie się kumulować i zarówno agencje, jak i klienci końcowi opanują podstawy i bardziej zaawansowane obszary naszej działalności – mówi Rafał Rączka. Prędzej czy później można się więc spodziewać, że współpraca na linii drukarnia-klient będzie się układać coraz lepiej.

Wyższa poprzeczka

Coraz wyższe wymagania klientów to także jedna z barier wejścia na rynek ewentualnych nowych graczy. – Nadal będą powstawały nowe małe firmy, które kupią sobie mały, tani, chiński ploter solventowy. Może nie będzie ich tak wielu, jak kiedyś, gdy leasing był łatwiej dostępny, kiedy było więcej zamówień na rynku – uważa Rafał Rączka. Jednak szanse na przetrwanie będą mieli przede wszystkim ci, którzy będą mieli coś do zaoferowania wymagającym klientom. – Barier jest coraz więcej. Największa to kapitał na rozpoczęcie działalności. Kredyty i leasingi są teraz droższe a i kryteria ich przyznawania są ostrzejsze. Kolejna bariera to zamówienia, których jest wyraźnie mniej. Nie będzie łatwo nowym graczom, ale znam takich, co zaczynając niemal od zera przebijają się i rozwijają nawet w takich czasach, jak teraz – dodaje Rączka. Rynek z pewnością zweryfikuje możliwości dotychczasowych i ewentualnych nowych drukarń. Kierunek rozwoju wyznaczają klienci.

Cenowe dno?

Nawet jeśli rzeczywiście cena nie jest już jedynym wyznacznikiem wyboru drukarni, to nadal zdaje się być bardzo znaczącym kryterium konkurencyjności na rynku. Dotychczasowa polityka cenowa drukarń doprowadziła do dość trudnej sytuacji. Konkurencja na rynku spowodowała, że ceny druku spadały i zdaniem Rafała Rączki z Planet Graf jeszcze nie mamy do czynienia z cenowym dnem. – To, co się dzieje w Polsce z cenami druku wielkoformatowego, jest mocno niepokojące, momentami przypomina tragikomedię. Ceny spadły do takich poziomów, że momentami odpuszczamy ciekawe zlecenia, bo to nie ma sensu – przyznaje. Tyle, że taka polityka na dłuższą metę może się okazać zgubna dla samych drukarń. – Firmy, które podejmują się realizacji dużych zleceń za ekstremalnie niskie ceny, niemal kopią sobie dołek, bo wystarczy, że klient spóźnia się z płatnościami, a już płynność firmy znika błyskawicznie. To początek poważnych problemów, które w efekcie mogą przynieść poważne kłopoty firmie łącznie z likwidacją. Obawiam się, że dna jeszcze nie osiągnęliśmy, ceny chyba jeszcze spadną. Najgorsze jest to, że obecne marże już teraz mocno ograniczają przyszłe inwestycje, a zleceń wcale więcej nie ma. Sytuacja jest nieciekawa. Zobaczymy, co będzie jak zaświeci słonko i będzie gorąco – mam już dosyć tej zimy i czekam na sezonową koniunkturę – podsumowuje Rafał Rączka. Mogłoby się wydawać, że im większy popyt na reklamę zewnętrzną, tym lepiej mają się wielkoformatowe drukarnie. Tymczasem na poziomie cenowym ta zależność nie jest tak bezpośrednia.

Eksportowy druk

Przy możliwościach nieodbiegających od zagranicznych standardów i obecnym poziomie cen, polskie drukarnie są realizatorami wielu zleceń na rynki zagraniczne. W przypadku drukarni Impression liczba tego typu zleceń od kilku lat utrzymuje się na mniej więcej stałym poziomie (10-20 proc. produkcji), a produkty trafiają na rynek krajów bałtyckich, na Ukrainę, do Rosji, a także tam, gdzie aktywna jest cała Grupa Impression. Fulloutdoorprintservice może się pochwalić realizacjami na rynek niemiecki, czeski, słowacki, ale również holenderski, angielski i belgijski. Jak zapewnia Agnieszka Posmyk, przekrój zamawianych produktów nie odbiega od produkcji krajowych.

Nienajgorsza zima, obiecująca wiosna

Rafał Rączka z Planet Graf wcale nie jest przekonany, czy branża reklamy i druku wielkoformatowego została dotknięta przez kryzys. – Dopiero co skończyła się zima – okres kiedy niemal wszystkie drukarnie wielkoformatowe notują znaczny spadek zamówień. Idzie sezon na reklamę zewnętrzną i moja osobista postawa jest optymistyczna. Z punktu widzenia mojej firmy cała zima była nienajgorsza, wiosna zapowiada się obiecująco, więc wniosek jest prosty. U nas w Mielcu kryzysu nie czujemy. Firma walczy o zlecenia i mamy sporo pracy. Stwierdzam po swoim przykładzie, że pesymistyczne dane ekonomiczne nie mają przełożenia na rynek LFP – przekonuje. Podobnie sceptykiem odnośnie kryzysowej sytuacji jest Agnieszka Posmyk z Fulloutdoorprintservice. – Myślę, że każda drukarnia mierzy siły na zamiary. Ciągłe zapotrzebowanie na reklamę mimo tak „modnego” w ostatnim czasie kryzysu, daje możliwości i do rozwoju i do zarabiania – kwituje.
Jeśli więc założyć, że kryzysu nie ma, zapotrzebowanie na reklamę jest i do tego coraz bardziej zaczyna liczyć się jakość, to chyba naprawdę sytuacja nie wygląda najgorzej. Naszym zdaniem jednak nawet w obliczu kryzysu, drukarniom pomogłaby rzeczywista, jakościowa zmiana na rynku. I nie chodzi o jakość wydruków, ale o wymaganie ustabilizowanie na rozsądnym poziomie ceny tej jakości. Nawet przy założeniu, że branża reklamowa odczuwa spadek liczby zamówień, na niezmienioną sytuację drukarń mogłoby wpływać coraz większe znaczenie jakości i gotowość do przeznaczenia większych środków na coś, co dotąd było realizowane po najmniejszych możliwych kosztach. Niestety, choć cena nie jest już jedynym kryterium wyboru, to wydaje się, że na nagłą zmianę podejścia do tego aspektu raczej nie należy liczyć.